Kryzys

Co robi 4-osobowy zespół, gdy brakuje gotówki na wypłaty

Autor Mariusz Kaczmarczyk, Koordynator Operacyjny·25 stycznia 2025·7 min czytania

W czwartek rano na koncie firmy z Rzeszowa widniało dokładnie 3 412 PLN. Do zamknięcia listy płac dla 4 pracowników brakowało 23 700 PLN, a termin przelewów mijał w poniedziałek. To nie jest teoria z podręcznika, ale rzeczywistość, z którą mierzyliśmy się w Kwaterze Głównej Rozwoju u jednego z naszych klientów w zeszłym kwartale.

Liczby nie kłamią: Inwentaryzacja problemu

Pierwszy krok to zawsze wyłożenie wszystkich kart na stół. W tej konkretnej firmie handlowej szef przez dwa tygodnie unikał patrzenia w arkusz Excel, licząc na to, że 'jakoś to będzie'. Gdy usiedliśmy do analizy, okazało się, że problem nie leży w braku zleceń. Firma miała 47 aktywnych klientów i portfel zamówień wypełniony na najbliższe 7 tygodni. Problem leżał w tym, że 14 faktur o łącznej wartości 38 400 PLN było przeterminowanych o ponad 19 dni. To była klasyczna pułapka płynności, gdzie praca została wykonana, paliwo spalone, a pieniądze zamrożone u kogoś innego na koncie.

W Kwaterze Głównej Rozwoju nie bawimy się w dyplomację, gdy pali się grunt pod nogami. Zrobiliśmy szybki przegląd kosztów stałych na najbliższe 11 dni. Wyłapaliśmy wydatki, które można było wstrzymać natychmiast bez zatrzymywania operacji. Na przykład, abonament na dwa narzędzia marketingowe, których nikt nie używał od września, oraz planowany zakup nowych foteli do biura za 4 200 PLN. To drobne kwoty w skali roku, ale w tamtej minucie liczył się każdy grosz, który mógł zasilić fundusz płac. Krótka piłka: fotele czekają, subskrypcje anulowane, skupiamy się na odzyskaniu tego, co nasze.

Pieniądze na wypłaty prawie zawsze są w firmie, tylko często siedzą w cudzych portfelach jako darmowy kredyt.
Liczby nie kłamią: Inwentaryzacja problemu

Mobilizacja dłużników w 72 godziny

Zasoby na stół oznaczało w tym przypadku listę telefonów do dłużników. Wybraliśmy 3 największe zaległości. Rekordzista, firma transportowa spod Łańcuta, wisiała naszemu klientowi 12 600 PLN od 34 dni. Szczerze mówiąc, szef firmy bał się do nich dzwonić, żeby 'nie popsuć relacji'. To błąd, który kosztuje firmy życie. Przygotowaliśmy skrypt rozmowy: zero agresji, ale też zero proszenia. Tylko fakty. Przypomnieliśmy o wykonanej robocie i jasno określiliśmy, że potrzebujemy potwierdzenia przelewu do godziny 15:00, bo inaczej sprawa trafia do windykacji zewnętrznej jeszcze tego samego dnia.

Efekt był natychmiastowy. Po 4 godzinach i 7 wykonanych telefonach, na konto wpłynęło pierwsze 8 200 PLN. Kolejne 9 400 PLN zostało potwierdzone przelewem ekspresowym. Dlaczego to zadziałało? Bo dłużnicy zazwyczaj płacą najpierw tym, którzy najgłośniej i najbardziej konkretnie się upominają. W kryzysie nie ma miejsca na lanie wody o 'trudnej sytuacji'. Liczy się termin i kwota. Do piątku wieczorem zespół miał zabezpieczone 74% kwoty potrzebnej na wypłaty. Resztę udało się wyciągnąć z bieżącej marży na szybkich zleceniach serwisowych, które zostały opłacone gotówką lub kartą na miejscu.

Mobilizacja dłużników w 72 godziny

Skanowanie terenu konkurencji

Podczas gdy walczyliśmy o gotówkę, Mariusz Kaczmarczyk przeprowadził szybki wywiad rynkowy. Musieliśmy wiedzieć, czy brak płatności od klientów to problem jednostkowy, czy może cały sektor w regionie Rzeszowa łapie zadyszkę. Sprawdziliśmy 4 głównych konkurentów naszego klienta. Okazało się, że jeden z nich właśnie skrócił terminy płatności dla nowych odbiorców do 7 dni. To był jasny sygnał, że rynek staje się ciasny i wszyscy zaczynają pilnować gotówki. Dzięki tej wiedzy nasz klient przestał czuć się jak ofiara i zrozumiał, że musi zmienić zasady gry, aby przetrwać.

Wywiad rynkowy pokazał też, że jeden z dostawców materiałów, z którego korzystał nasz klient, oferował 3% rabatu za płatność w dniu dostawy. Paradoksalnie, nawet przy braku gotówki, wynegocjowanie dłuższego terminu u innego dostawcy i przeznaczenie części odzyskanych środków na szybkie płatności u tego pierwszego, pozwoliło zaoszczędzić firmie około 1 800 PLN w skali miesiąca. To są te małe ruchy taktyczne, które budują odporność firmy na przyszłe wstrząsy. Raport w 11 dni, który przygotowaliśmy po opanowaniu pożaru, zawierał już konkretny kalendarz płatności i system wczesnego ostrzegania.

Plan mobilizacji na przyszły kwartał

Uratowanie wypłat to tylko połowa sukcesu. Prawdziwa praca zaczęła się w poniedziałek, gdy pracownicy dostali swoje przelewy. Wdrożyliśmy zasadę 'Raport w 11 dni'. Co 11 dni szef dostaje teraz zestawienie: kto zalega, ile mamy gotówki i jakie wydatki nas czekają w następnych 2 tygodniach. Bez lania wody, same cyfry na jednej stronie A4. Dodatkowo, zmieniliśmy procedurę przyjmowania zleceń powyżej 5 000 PLN. Teraz każdy nowy klient musi przejść szybką weryfikację w bazach dłużników. To kosztuje 30 minut pracy, ale oszczędza tygodnie stresu.

Kwatera Główna Rozwoju nie obiecuje cudów, ale daje twarde narzędzia. W tej 4-osobowej firmie, po 3 miesiącach od kryzysu, poduszka finansowa wzrosła z zera do 14 600 PLN. To wciąż mało, by spać zupełnie spokojnie, ale wystarczy, by nie panikować przy każdym opóźnionym przelewie. Jeśli Twój zespół jest w podobnej sytuacji, pamiętaj: zasoby na stół i twarde rozmowy to jedyna droga. Nie czekaj, aż konto zejdzie do zera. Pierwsze kroki można podjąć już dziś, zaczynając od przejrzenia faktur wystawionych w zeszłym miesiącu.

Prawdziwa kontrola nad firmą zaczyna się tam, gdzie kończą się wymówki, a zaczynają twarde procedury ściągania należności.